Blog > Komentarze do wpisu

Dwaj żołnierze

Emile Betsellere L'oublie 1872

W roku 1872 na paryskim Salonie wystawiono między innymi obraz zapomnianego dziś malarza Émile Betsellère zatytułowany "L'oublié" - "Zapomniany". Mam wrażenie, że głównie dzięki tegorocznej (zakończonej w październiku) wystawie "Les déstastres de la guerre" w Louvre-Lens obraz ten został przypomniany (pun not intended). Innych obrazów Betsellère'a nie sposób wyguglać tak, żeby mieć pewność, że to rzeczywiście jego, trudno więc powiedzieć, czy sam artysta został zapomniany słusznie. Przypomnienie tego konkretnego obrazu z pewnością słuszne było, bo zwłaszcza w naturze robi wielkie wrażenie.

Jest bardzo prosty, wręcz bolesny w swoim realizmie, takim na pierwszy rzut oka w duchu akademickiego malarstwa drugiej połowy XIX wieku - spójrzmy choćby na czystość barw, na wyidealizowaną twarz młodego żołnierza. Ten człowiek, który właśnie przebudził się na polu bitwy, leżąc w śniegu, zapewne ranny, o czym świadczy plama krwi między jego rękami, na pewno wyziębiony, ma wyraz twarzy tak olimpijsko spokojny, że niemal ekstatyczny (to wbrew pozorom nie oksymoron). Mundur jest idealnie czysty i niezniszczony. Obraz zdaje się sugerować, że jeśli ten młody mężczyzna do czegoś się przebudził, to do jakichś zaświatów, że tak naprawdę jest martwy. Podobnie jak krajobraz wokół niego.

Jego postać wraz z wszechobecną bielą tła na tyle przykuwa wzrok, że potrzebujemy chwili, żeby w tym pustym, martwym krajobrazie dostrzec przymglone szczegóły: oddalający się ambulans, ludzi niosących rannego, konia stojącego obok strzaskanej armaty, pruski hełm leżący wśród innych pozostałości po bitwie. Jedyny poza samą postacią żołnierza (i słabą poświatą na horyzoncie) kolor w tym krajobrazie: złoto sygnaturki w lewym dolnym rogu obrazu. I padlinożerne ptaki krążące nad polem bitwy wśród chmur i dymu.

Ten krajobraz jest martwy lub umierający, podobnie jak bohater. I tylko ta trąbka daje nadzieję, że może jednak dałoby się wezwać pomoc.

Zostawmy na chwilę obraz i zerknijmy na utwór poetycki, który powstał w praktycznie tym samym momencie, bo pod koniec 1870 roku i jest związany z dokładnie tym samym wydarzeniem: wojną francusko-pruską roku 1870. Jest to wiersz młodziutkiego, młodszego o siedem lat od Betsellère Arthura Rimbaud, "Le dormeur du val" (oryginał przytaczam pod notką, tłumaczenie moje własne. 2014):

Śpiący w dolinie

To zielona dolina, w której śpiew strumienia
Niczym szalony trąca łachmany szuwarów
Srebrzyste; którą z dumnych szczytów opromienia
Słońce; to blaskiem światła pieniący się parów.

Młody żołnierz – otwarte usta, goła głowa,
Ramiona zanurzone w barwinków błękity –
Śpi, leżąc w trawie, nad nim obłoków osnowa,
Blady w zielonym łożu, światłością obmytym.

Ze stopami w kosaćcach śpi. Uśmiechu tyle
Co u dziecka chorego; zdrzemnął się na chwilę –
Jest mu zimno, więc ciepłem go, naturo, otul.

Nie drgnie, choć nozdrza jego zapachy owioną;
Śpi w pełnym słońcu, z ręką na piersi złożoną,
W ciszy. Ma dwie czerwone dziury w prawym boku.

Obraz namalowany przez Rimbaud słowami (tak, to pretensjonalne wyrażenie wyjątkowo dobrze tu pasuje) jest dokładną odwrotnością tego, co widzieliśmy na obrazie. Pierwsza strofa opisuje krajobraz niemalże sielankowy, wiosenny albo letni, rozświetlony słońcem, pełen barw, radosny. Nic bardziej odległego od krajobrazu Betsellère'a. Druga strofa wprowadza element również paralelny z obrazem. Tu spokój jest wyłącznie spokojem, nie ma tej sugestii ekstazy, jest po prostu odpoczynek wśród przyjaznej natury. Żadnych sępów, żadnego śniegu, żadnych ciemnych chmur, tylko zieleń, kwiaty, światło. Ale ostatni wers z bladością, z dwuznacznością pleurer (padać - jak deszcz, albo płakać) w oryginale (którą spróbowałam oddać przez niejednoznaczność obmywania), wprowadza jakiś niepokój. Potem kwiaty o militarnym skojarzeniu (francuskie glaïeuls mają jednak mniej oczywisty na pierwszy rzut oka związek z glaive niż polskie mieczyki - stąd kosaćce, do których gladiole/mieczyki należą), potem to porównanie do choroby, wreszcie zimno, bezruch i ta porażająca pointa. W sielankowym, radosnym krajobrazie oglądamy śmierć.

Wróćmy po tej dygresji do naszego obrazu z jego krajobrazem śmierci, trąbką i ambulansem na horyzoncie. Przedstawiona tu historia, co obraz tylko sugeruje, jest dokładnie à rebours: do obrazu Betsellère'a pozował mu niejaki Pierre Prosper Théodore Larran z Bayonne, który mimo iż pozostał na polu bitwy uznany za martwego, ocalał, ponieważ zdołał wezwać pomoc. Usłyszała go sanitariuszka, z którą później się ożenił.

Narzuca się oczywiście pytanie, czy autorzy tych dzieł - które przecież powstały niezależnie od siebie, wiersz Rimbaud ukazał się drukiem dopiero w roku 1888, a obraz jest od niego późniejszy - mieli jakieś szanse dowiedzieć się o tym drugim. Rimbaud mógł odwiedzić Salon roku 1872, chyba że postanowił odrzucić wszelkie związki z oficjalną sztuką, ale jeśli jego wiersz nie dostał się w żaden inny sposób do obiegu przed rokiem 1880, to Betsellère nie dożył jego lektury.


Émile Betsellère, "L'oublié" [Zapomniany], 1871/72 (Salon roku 1872)
Olej na płótnie, 125,5x200,5 cm
Musée des beaux arts de Bayonne (Musée Bonnat-Helleu)

Arthur Rimbaud, "Le dormeur du val", pierwsze wydanie: Anthologie des poètes français, tome IV, Paris 1888.

C’est un trou de verdure où chante une rivière,
Accrochant follement aux herbes des haillons
D’argent ; où le soleil, de la montagne fière,
Luit : c’est un petit val qui mousse de rayons.

Un soldat jeune, bouche ouverte, tête nue,
Et la nuque baignant dans le frais cresson bleu,
Dort ; il est étendu dans l’herbe, sous la nue,
Pâle dans son lit vert où la lumière pleut.

Les pieds dans les glaïeuls, il dort. Souriant comme
Sourirait un enfant malade, il fait un somme :
Nature, berce-le chaudement : il a froid.

Les parfums ne font pas frissonner sa narine ;
Il dort dans le soleil, la main sur sa poitrine,
Tranquille. Il a deux trous rouges au côté droit.

PS. Dla porządku powinnam dodać, że w 1911 r. ukazało się pierwsze (i jedyne?) polskie tłumaczenie tego wiersza, pióra młodopolskiej poetki, Bronisławy Ostrowskiej (Śpiący w kotlinie). Kto chce, może je znaleźć na wikipedii, ale jest to raczej swobodna wariacja na temat tego wiersza. Nad internetową twórczością przekładową pastwiłam się natomiast niedawno na blogu Scribere necesse est.

piątek, 21 listopada 2014, drakaina

Polecane wpisy